Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • piątek, 03 maja 2013
    • River znad Oder

      Urodził się w 222 rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja z matki Regaty, ojca Proma, w stajence nad Odrą, w miejscowości Wały pod Brzegiem Dolnym.

      - Nie może więc mieć innego imienia niż rzeczne  - zaproponowałem a Andrzej Rodziewicz wraz z żoną Renatą, córką Anulką i wnukiem Nikodemem zgodnie zaaprobowali pomysł. Znamy się wszyscy (no, oprócz  jedenastoletniego Nikodema) z czasów wrocławskiego AKJ. Łączy nas stara przyjaźń i wspólne przygody.

      Andrzej na emeryturze poszedł w hodowlę ślązaków. River to drugi jego przychówek.  Zadzwonił gdy jedliśmy z Ewą śniadanie. Nie wahaliśmy się ani chwili: - Jedziemy go zaimprintingować.

      Obejrzeliśmy masę filmów na ten temat, Ewa przeszkoliła się u Wiktorii Pietkiewicz, czołowej polskiej trenerki źrebaków, ale sami nigdy nowo narodzonego konięcia nie socjalizowaliśmy. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, mały był już 11 godzin na świecie, a imprinting najlepiej przeprowadzać w pierwszej godzinie życia. Jest najbardziej wtedy skuteczna, łatwiej malucha wyginać, mniej siły trzeba użyć, żeby go przytrzymać. Te kilka godzin życia daje błyskawiczny wzrost mocy.

      Zrobiliśmy co należy, czyli ogłaskaliśmy, opukaliśmy, wyeliminowaliśmy odruchy przeciwstawiania się i poskromiliśmy instynkt ucieczki.

      Teraz jeszcze parę lekcji wychowawczych z Riverem i przyjdzie nam czekać na efekty.

      Modelowanie Rivera dla lepszej jego egzystencji we współczesnej cywilizacji

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      piątek, 03 maja 2013 20:41
  • czwartek, 14 marca 2013
    • Lepsze życie Tomka i jego koni

      Przez ostatni weekend pracowałem na wrocławskich Partynicach z zawodowcami: dżokejami, konnymi policjantami i strażnikami, skoczkami,  westernowcami  i ujeżdżeniowcami.

      Co może być cenniejszego dla trenera niż opinia fachowca, doświadczonego koniarza?  

      A koniuszy Tomek Świątek, który stale jeździ na koniach wyścigowych, startował w gonitwach przeszkodowych, trenował w stajniach Szwecji i Norwegii powiedział tak:

      - Zryłeś mi beret, Jurek. Końmi zajmuję się zawodowo od dwudziestu lat. Objechałem ich setki . Myślałem, że się na nich znam, a okazuje się, że nic o nich nie wiedziałem. Robiłem wszystko na siłę. Teraz wiem, że można inaczej. I będę się tego trzymał.

      Jestem pewien, że Tomek nie zmieni kierunku. Odkrycie, że z końmi można rozmawiać, a nie tylko im rozkazywać, zmienia całe nasze i ich życie. Na lepsze.

      Naturalnie na wrocławskich Partynicach

      Fot. Hanna Houszka

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 marca 2013 12:02
  • czwartek, 28 lutego 2013
  • środa, 27 lutego 2013
  • wtorek, 26 lutego 2013
    • Naturalnie na Partynicach

      W weekend zaczynający się Dniem Kobiet startujemy na wrocławskich Partynicach z nowym pomysłem na lepsze poznanie koni, a mianowicie kursem ich naturalnego układania.  Startujemy, bo zajęcia prowadzę ja a organizatorem jest Dolnośląskie Stowarzyszenie Wyścigów Konnych Partynice.

      kurs trwa trzy dni: 8, 9, 10 marca. Codziennie zaczyna o godz. 10. akończy o 18., w tym 1 godzinna przerwa.
      Do dyspozycji kryte ujeżdżalnie i partynickie tereny, co szczególnie może być cenne, jeśli będzie ładna pogoda.
      W bogatym multimedialnie programie wykłady o psychice koni, bahawiorze, sposobie postrzegania przez nie świata, budowania wzajemnych relacji stadnych i specjalnych związków z ludźmi.
      Dużo praktycznych zajęć z końmi.
      Boksy dla koni spoza Partynic są.

      Jeśli Cię to interesuje zadzwoń lub napisz tu:

      Jerzy Sawka (tel.507 093 900; jerzy.sawka@onet.eu; jerzysawka.com). 
      albo tu:

      Robert Świątek (tel. 887603601; mrswiatek.wp.pl), Dolnośląskie Stowarzyszenie Wyścigów Konnych Partynice.


      Damar na Święcie Konia w Siedlcu pod Wrocławiem

       



       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lutego 2013 19:52
  • środa, 06 lutego 2013
  • wtorek, 08 stycznia 2013
    • Sól ziemi pod kopytami

      Znakomicie bawiliśmy się na 11 Balu Koniarza na Zamku w Kliczkowie (pierwszy weekend stycznia). Ale przedtem nagrodziliśmy tych, którzy w roku 2012 dla jeździectwa zrobili najwięcej. A byli to: Andrzej Sałacki, Bartłomiej Kwiatek, Magdalena Donimirska- Wodzicka i Andrzej Byrt. Sól ziemi pod kopytami.

      Andrzej Sałacki, wielokrotny mistrz Polski w ujeżdżeniu i wybitny trener  dostał nagrodę w kategorii Animator Kultury Jeździeckiej, za stworzenie Art Cup, imprezy która rokrocznie, od 15 lat, przyciąga do Zakrzowa na Opolszczyźnie gwiazdy polskiego filmu i estrady. - Sałacki wprowadził jeździectwo na salony i salony do stajni - całkiem serio mówił mój brat Henryk Sawka, znany rysownik satyryczny, który Galę Jeździecką w Kliczkowie prowadził.

      Bartłomiej Kwiatek został uhonorowany tytułem Lidera Sportów Konnych. Kwiatek, zawodnik powożenia zaprzęgiem jednokonnym  z Sudeckiego Ludowego Klubu Sportowego Książ, sześć razy był na pierwszym miejscu rankingu FEI (Międzynarodowej Organizacji Jeździeckiej). To tak jakby Małysz sześciokrotnie zdobył Puchar Świata. Bartek  w 2010 roku był wicemistrzem świata  w tej dyscyplinie a w roku 2012 zajął IV miejsce.

      Magdalena Donimirska- Wodzicka, prezes Stadniny Koni Moszna otrzymała tytuł Hodowcy ponad Hodowcami za wyhodowanie przez tę stadninę Tiumena, konia pełnej krwi angielskiej, który trzy razy wygrał Wielką Pardubicką. Taka sztuka w 122 letniej historii Pardubic, najtrudniejszej gonitwie płotowej świata, udała się tylko czterem koniom przed Tiumenem.

      Andrzej Byrt, prezes Międzynarodowych Targów Poznańskich został uhonorowany jako Organizator Imprezy Promującej Jeździectwo za Cavaliadę,  międzynarodowe święto polskich sportów konnych. Cavaliada idzie w Polskę, bo jej kolejne edycje odbędą się w Warszawie i Lublinie. Wprawdzie sama impreza ma dopiero trzy lata, ale MPT eksperyment z wielkimi zawodami halowymi rozpoczęły 18 lat temu. I są w tym konsekwentne.

      Nagrody, szklane statuetki autorstwa Mariusza Łapińskiego, artysty z wrocławskiej ASP ufundowały Fundacja Rozwoju Jeździectwa i Fundacja Pro Culturae Bono. Obie fundacje (jestem w radzie FRJ) porozumiały się i postanowiły wspólnie promować ciekawe inicjatywy jeździeckie i ludzi, którzy wnoszą jakość w świat koniarzy. Za rok kolejna edycja Gali Jeździeckiej i kolejni laureaci. 

      Po nagrodach była balanga na całego.

      To widać na zdjęciach autorstwa Zenona Żyburtowicza, znanego fotografika i miłośnika koni. Uff, udało mi się dołączyć parę fotek. Ta diabelska maszyna parę razy wyrzuciła mi je w kosmos.

       

      Magdalena Piasecka-Ludwin i Jerzy Ludwin, gospodarze Zamku Kliczków z książką ”Koń by się uśmiał” autorstwa Michała Ogórka, Henryka Sawki i Zenona Żyburtowicza.

       

      Prowadzący Galę Jeździecką Henryk Sawka (z lewej) i autor jej scenariusza Jerzy Sawka, czyli ja.

      Andrzej Sałacki, zwycięzca w kategorii Animator Kultury Jeździeckiej. Za nim Marcin Różański, prezes Fundacji Pro Culturae Bono.

       

      Magdalena Donimirska-Wodzicka, Hodowca ponad Hodowcami, prezes Stadniny Koni Moszna. Za nią dr Janusz Wojnowicz, prezes Fundacji Rozwoju Jeździectwa.

      Tomasz Kobierski, wiceprezes Międzynarodowych Targów Poznańskich odebrał w imieniu prezesa Andrzeja Byrta (który dojechał później) nagrodę dla Organizatora Imprezy Promującej Jeździectwo.

      Bartłomiej Kwiatek ze statuetką dla Lidera Sportów Konnych.

       

      A potem była balanga do rana.

      PS. Nie cierpię tej bezdusznej internetowej maszyny komunikacyjnej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Sól ziemi pod kopytami”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 stycznia 2013 19:04
  • poniedziałek, 03 grudnia 2012
  • piątek, 05 października 2012
    • Tajemnica Vibrante

      Vibrante pod Lilką Ziębą. Mimo luźnej wodzy szyję ma sztywną jak szyna kolejowa.

       

       

      Luzem jest całkiem ładnie zganaszowany

      Wiem co mu dolega, choć nie znam historii jego życia. Ustaliłem jedynie, ze jego poprzednia właścicielka kupiła go od kaskadera. Tenże wystawił mu fatalną recenzję: koń nieobliczalny. Od weterynarza, który go leczył, dowiedziałem się, że miał jakieś uszkodzenia w potylicy, na co stosuje się uderzenia fal magnetycznych.  Ktoś robił mu kiedyś rollkur. Być może w jego portugalskiej ojczyźnie. Tam chłopcy nie certolą się z końmi. Zresztą, nie tylko tam. 

      Vibrante (lusitano)  chodzi z bardzo sztywną szyją. Na kiełznie broni się przed zgięciem w potylicy.

      Ale gdy jest wolny, pięknie się ganaszuje. A to znaczy, że nic go tam nie boli.

      Tajemnica jego niezwykłej pobudliwości jest prosta: ten koń chce mieć szybko z głowy jazdę, bo on boi się bólu, z którym ją nierozerwalnie kojarzy. 

      Rok temu, gdy jego pani przywiozła go na wakacyjny obóz  JNBT  było zdecydowanie gorzej. Bał się wszystkiego co nad nim.  Teraz można go spokojnie dosiąść. Jednak bardzo spieszy się, żeby mieć wszystko za sobą. Najchętniej by galopował.

      Zaskakiwałem go. Przez godzinę tylko się snułem po maneżu. Niczego nie żądałem.

      Był czujny i spięty, ale miewał fantastyczne momenty pełnego wyluzowania. A, to tędy droga.

      Zaryzykowałem. Wziąłem moja córkę Adę i bratanicę Karolinę na wypad w  góry w Kotlinie Jeleniogórskiej. Ada na Ivory Jacs Command, Karola na Damarze, ja na Vibrante.

      Na początku był bardzo podekscytowany. Ale ja byłem niezwykle delikatny dla jego pyska. Po godzinie miałem innego konia: lekkiego, ufnego, odważnego i współpracującego. Swobodnie galopował po łąkach, zatrzymywał się prawie jak reiniongowiec.

      Ostatnio pracowałem nad wyciąganiem go ze stada, bo był nie do złapania na pastwisku.

      Dzisiaj przychodzi na gwizd i bez żadnego uwiązu trzyma się mnie pośród koni, spokojnie opuszcza stado, idzie na arenę, potem jak wracamy odchodzi, ale tylko wtedy, gdy wydam  mu takie polecenie.

      Nigdy wcześniej nie pracowałem z tak inteligentnym koniem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Tajemnica Vibrante”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      piątek, 05 października 2012 18:33
  • piątek, 28 września 2012