Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • środa, 29 września 2010
  • wtorek, 28 września 2010
    • Jak bardzo kozak łaknął wiedzy

      To było sześć lat temu. Rajd na Ukrainie szlakiem sienkiewiczowskim: Kamieniec Podolski, Okopy św. Trójcy, Chocim. Jechałem na krzyżówce achałtekińca z ukraińskim wierzchowym. Damian miał kłusaka rosyjskiego. Drugiego dnia wywaliliśmy ogłowia i założyliśmy halterki. Wygłupialiśmy się galopując w parze i kręcąc kółka. Prowadzący grupę Michał Rewucki nic nie mówił, ale wyraźnie się nam przyglądał. Czwartego dnia nie wytrzymał i zapytał: - Chłopaki, o co chodzi z tymi sznurkami. Te konie was słuchają, a przecież oba dotychczas były trudne do utrzymania, szły do przodu jak szalone.

      Pośród ukrainnych traw i pagórków zrobiliśmy pokaz siedmiu gier Parellego. Ukraińcy byli zafascynowani.

      Po dwóch miesiącach odebrałem telefon z Tarnopola. Dzwonił Michał.

      - Zapomniałem jak się robi chody boczne - powiedział. - Czy mogę do Ciebie przyjechać, żebyś mi pokazał? 

      Za dwa dni był u mnie. Na Damarze zademonstrowałem mu to co chciał.

      - Aaa, to tak. Wszystko jasne - cieszył się.

      Wieczorem wypiliśmy wódkę. Następnego dnia Michał wracał na Ukrainę.

       

      Michał zmienia rajdowemu koniowi podkowy

      Michał werkuje

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Jak bardzo kozak łaknął wiedzy ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 września 2010 14:50
    • Mistrzostwa western we Wrocławiu

      Od najbliższego piątku do niedzieli na Partynicach rozgrywane będą mistrzostwa Polski w dyscyplinach stylu western. We Wrocławiu mistrzostwa zawsze się udawały. Nasza partynicka baza jest wymarzona dla imprez jeździeckich: są boksy, dwie hale, blisko autostrada i żywiołowa publiczność. Od 2004 wszystkie edycje mistrzostw, oprócz jednej, rozgrywane były u nas. To już tradycja. Trzeba ją kultywować i szukać nowych pomysłów, żeby publikę czymś atrakcyjnym miło zaskoczyć.

       

      szczegóły na:

      http://www.plwir.pl/wwr.php?aid=759

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 września 2010 11:57
  • poniedziałek, 27 września 2010
    • Myśląc o koniu. Filmowe relacje Marty Gierlińskiej na Youtube

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 września 2010 17:39
    • Pojedynek z dzikim ogierem alfa

      W ostatnim „Świecie Koni” przeczytałem relację i obejrzałem foty Krzysia Jarczyńskiego ze spędu dzikich koni pod Połczynem. Tam od kilkunastu lat na zupełnej wolności żyje stado ok. 300 koni. Rodzą się i umierają pośród pól i lasów. Człowiek o tyle ingeruje w ich życie, że zimą zapewnia im siano. Byłem tam na kursie szkolenia młodych dzikich koni organizowanym przez Andrzeja Makacewicza. Na miejscu okazało, się że młode konie miały po ok. osiem, dziewięć lat. Jeden z nich był ogierem alfa, który miał swój mały tabunik, a dwa pozostałe były w podobnym wieku i przed półtora miesiącem zostały wykastrowane. Żeby takie dzikusy wywałaszyć trzeba je najpierw zagonić do specjalnego, zwężającego się   korytarza, potem spętać i podać środki znieczulające, ale nie wiem co jest najpierw: zastrzyk czy pęta. W każdym razie, jak mówią miejscowi, to jest dopiero rzeźnia.

      Jak koń z wolności zostaje zamknięty w boksie, to przez trzy dni chodzi na dwóch nogach, nic nie je i nie pije. Takiego ogiera alfa Andrzej wybrał dla mnie i wpuścił do zdecydowanie za małego round pennu.

      Kiedy przed laty pracowałem z Damarem, tuż po jego kastracji, bywało, że na mnie szarżował. Ktoś powiedział mi wtedy, nie pamiętam kto był takim mądralą,  że w takiej sytuacji ja powinienem biec na niego. Tak robiłem. Damar w ostatniej chwili uskakiwał. Po latach, gdy trenowałem z Honzą Blahą, Damar znowu pokazał swój charakter. Nie bał się przecisnąć tuż obok trenera.

      - Co robić, jak koń biegnie na ciebie - zapytałem Honzę.

      - Zabić go - odpowiedział zwięźle.

      Jako że w życiu nie pracowałem z ogierami, przed wyjazdem pod Połczyn przeczytałem tekst Pata Parellego o tym jak z nimi postępować. Pat zdecydowanie ostrzega, że z ogierami nie ma żartów, że to może być walka na śmierć i życie.

      Gdy wszedłem do Jaspera, to w głowie kołatały mi jego przestrogi. Koń chodził na tylnych nogach. Był przy tym bardzo stabilny. Nadgarstkami sprawdzał, w którym miejscu konstrukcja round pennu jest słabsza. Mało na mnie reagował. Po paru minutach poddałem się. To był przypadek dla najbardziej zaawansowanych.

      Jerzy Sawka i Jasper, fot. PDM

      Jerzy Sawka i Jasper, fot. PDM

      I wtedy do akcji wszedł Damian. Rozpoczął ostrą walkę o dominację. Jasper próbował go kopnąć, ale Damian konsekwentnie pokazywał kto tu rządzi. Walka trwała do zmierzchu. Damian wygrał ten pojedynek.

      Damian Pajączek i Jasper, fot. PDM

      Następnego dnia kontynuowaliśmy bój z Jasperem. Wszedłem do niego, żeby pokonać samego siebie. To się udało, ale Jasperowi nie dałem rady. Po mnie poszedł Damian, poszło mu podobnie jak mnie. Jasper zaczął go także lekceważyć.

      Damian Pajączek i Jasper, fot. PDM

      Przyszła kolej na Andrzeja. Zaczął się długi spektakl walki o przywództwo. Było na co popatrzeć. Jasper w końcu dał się dotknąć. Człowiek pokonał dzikie zwierzę.

      Andrzej Makacewicz i Jasper, fot. PDM

      Andrzej Makacewicz i Jasper, fot. PDM

      Jasper nie został osiodłany, bo pracowaliśmy jeszcze z dwoma świeżymi wałachami i czteroletnim arabem, którego przywiózł jeden z kursantów. Po prostu nie stało na niego czasu. Trzy pozostałe konie zaakceptowały siodła i ciężar jeźdźców.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 września 2010 15:28
    • Co to były za konie

      Już pisałem, że w tym roku na zawodach w Zbrosławicach  konie różniły się temperamentnie, wiekowo i rasowo. I że tak naprawdę, to mniejsza z tym, bo to pierwsza edycja. Jednak na następną imprezę  konie powinny być tej samej płci, wieku, rasy i najlepiej z tej samej hodowli. Organizatorzy mają tego świadomość. Jeśli druga edycja ma odbyć się  na wiosnę, to już teraz trzeba szukać hodowcy, który taką stawkę zorganizuje.

      Nigdzie nie znalazłem informacji o koniach z pierwszego „Myśląc o koniu”. A przecież brały one udział w historycznym wydarzeniu, tak więc jak najbardziej zasługują na kronikarski wpis w parach z trenerami, którzy je wylosowali oraz informacją o właścicielach, co ich użyczyli specjalnie na tę imprezę.

      Właścicielom należą się za to specjalne podziękowania, co też, w imieniu wszystkich startujących (aczkolwiek bez konsultacji z nimi) czynię. Dziękujemy.

       

      Monika Damec - Drest to Engel 

      ur. 29.03.2006 klacz AQH/Appaloosa

      m. Engell Jess,  AQH

      o. Drest to Bimbo, Appaloosa

      Właściciel: Ewa Skwarczyńska-Wierzchosławska,

      Stajnia „Salopa”

       

      Wojtek Orlik - Rastaman 

      ur. 03.04.2007 ogier małopolski (xo)

      m. Rosa Aga

      o.  Ramadan

      Stadnina Koni Prudnik Spółka z o.o.

       

      Darek Domagała - Szkot

      ur. 9.06.2008 ogier śląski

      m. Szuba

      o. Arsenał

      Właściciel: Henryk  Barczyk, „Stajnia na Górce”

       

      Jerzy Sawka - Diatos

      ur. 23.03.2008 ogier szlachetnej półkrwi

      m. Dynastia P

      o. Consus

      Właściciel: Henryk Barczyk, „Stajnia na Górce”

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 września 2010 14:19
  • piątek, 24 września 2010
    • Blisko, bardzo bliziuteńko

      Mój koński druh,  Krzyś Konieczny, miał kiedyś problem z bardzo utalentowaną skokowo klaczą, która za nic nie chciała wejść do przyczepy. Co z tego, że na treningach chodziła mu jak złoto, skoro nie mógł na niej nigdzie wystartować. Krzyś był w AKJ Wrocław, gdzie przed laty się poznaliśmy, głównym i najlepszym skoczkiem. Gdzież mi było do jego umiejętności i doświadczenia.

      Teraz on poprosił mnie o pomoc. Nie mogłem stale jeździć do jego odległej stajni, ale parę razy pojechałem, popracowałem z klaczą, pokazałem Krzysiowi o co chodzi. W lot pojął. Potem sam kobyłę wprowadzał. Jeździł na zawody, mieli sukcesy. Ostatnio miał problem z inną młodą klaczą. Też z nią pracowaliśmy. Sama się teraz pakuje i prosi, żeby już jechać.

      Krzyś jest bardzo doświadczonym klasykiem, ale jest otwarty na nowe. Jak widzi, ze coś ma sens, sięga po to. Sam prezentuje taki poziom wyszkolenia i ma tyle pokory wobec koni, że jak widzę jego robotę i jak go słucham, to mam wrażenie, że mam do czynienia z trenerem naturalu.

      Teoretycznie jesteśmy reprezentantami dwóch szkół. W praktyce jesteśmy tak blisko siebie, że nie sposób odróżnić kto skąd przymaszerował, tym bardziej, że posuwamy się w tym samym kierunku.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      piątek, 24 września 2010 15:14
  • czwartek, 23 września 2010
    • Zaklinacze przybędą spośród koni

      Amerykańscy trenerzy metod naturalnych to ludzie na co dzień pracujący z końmi. Często kowboje z dziada pradziada. Ich wiedza jest wiedzą pokoleń. Teraz ogromne pole możliwości zarabiania pieniędzy, kariery i popularności  otworzył przed nimi masowy rozwój nurtu naturalnego.

      Szkolenia z horsemanship, szczególnie te z udziałem trenerów zagranicznych, są w Polsce dosyć drogie. Studentami, którzy przyjeżdżają z końmi, co jest kosztowniejsze, są ludzie stosunkowo zamożni. Mają swoje konie, z którymi chcą mieć specjalne porozumienie. Jeśli tylko wystarcza im cierpliwości, to kursy im to zapewniają. Konie to ich hobby.

      Większość z tych, którzy żyją z koni, uczestniczy w kursach w roli obserwatorów, bo tak jest taniej. Na drogie szkolenia w USA mogą pozwolić sobie ci, których na to stać.  Najbardziej więc wyedukowanymi w naturalu są ludzie, którzy zawodowo końmi się nie zajmują. Pracują  głównie z własnymi zwierzętami a doświadczenie w pracy z końmi zdobywają albo świadcząc pomoc znajomym, albo na ewentualnych kursach, które prowadzą.

      Od metod naturalnych nie ma odwrotu. Jednak przyszłość całego ruchu, widzę w tych, którzy są na co dzień z końmi. Nic nie zastąpi doświadczenia. Mix wiedzy i doświadczenia da trenerów naturalu z krwi i kości, z ich indywidualnym rysem. Dlatego ja z dużą przyjemnością patrzę na tych koniarzy, którzy po kilku kursach na różne sposoby szukają nowej wiedzy i tworzą własne koncepcje, często wyważając już otwarte drzwi, ale za to z pasją i wiarą. W nich jest przyszłość. Zmianę będzie widać po ich koniach startujących w różnych dyscyplinach.

      Będzie widać na pewno, bo jak się ma konie, to trzeba je pokazać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zaklinacze przybędą spośród koni”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 września 2010 11:04
  • środa, 22 września 2010
    • Gdzie się podziali parellowcy?

      Jeszcze przed imprezą w Zbrosławicach pytałem organizatorów dlaczego w konkursie nie ma polskich studentów Pata Parellego? Odpowiedzieli mi, że niektórym proponowali, ale usłyszeli odpowiedź odmowną.

      Do wszystkich nie dotarli, bo nie wszystkich znają.  Rozmawiałem z osobą z zaliczonymi kilkoma poziomami szkoły Parellego. Ma dużą wiedzę, umiejętności, prowadzi szkolenia. Wyraziłem moje głębokie przekonanie, że jak najbardziej pasuje do tego konkursu. Na pewno bardziej niż ja, który zawodowo końmi się nie zajmuje. Odpowiedziała mi, że wprawdzie nikt jej nie proponował udziału w konkursie, ale nawet gdyby zaproponował, to odmówiłaby, bo zjadłby ją stres publicznego występu. Rozumiem.

      Ale tak sobie myślę, że powodem gremialnej nieobecności studentów Parellego, którzy przez ostatnie dziesięć lat się szkolą i mają naprawdę fantastyczne osiągnięcia w pracy z końmi może być też to, że oni pracują głównie z własnymi wierzchowcami. Te mają doskonale zdiagnozowane, ale bez doświadczeń z pracy z innymi końmi trudno wyjść na ring i stanąć do konkursu z tymi, którzy ileś tam koni przerobili. Ich odmowa udziału w konkursie głównym jest więc zrozumiała.

      Ale mogliby przecież wziąć udział w  „Pokaż co potrafi Twój koń”, a  ich konie potrafią naprawdę dużo. Widziałem to na własne oczy. Tej nieobecności żałuję, bo parellowcy mogliby fantastycznie wypromować jeździectwo naturalne.

      Nie chcę myśleć, że ich nieobecność mogłaby wynikać z obawy przed rywalizacją lub niechęcią do weryfikowania swoich umiejętności z innymi szkołami, lub, co gorsza, z samoukami. Tak więc nie myślę tak, bo znam jakość kursów Parellego, sam w nich uczestniczyłem, cenię profesjonalizm instruktorów z Berniem Zambailem na czele i podziwiam osiągnięcia studentów.

      Skoro nie było ich w konkursach, to mogliby by być przynajmniej wśród jurorów. Nie wiem, czy ktoś z organizatorów wpadł na pomysł, żeby im to zaproponować. Przy najbliższej okazji zapytam.

      Jestem przekonany, tak samo jak Krzysztof Skorupski, że za kilkanaście lat nikt nie będzie dzielił jeździectwa na klasyczne i naturalne. Rozwój nurtu naturalnego i jego wpływ na kierunek, w którym pójdzie całe jeździectwo, jest na miarę rewolucji kapitana Federico Caprilliego w technice skoków konnych. Szkoła Pata Parellego była prekursorską  w Polsce. Nie wyobrażam sobie drugiej edycji zawodów trenerów naturalu bez obecności jej reprezentantów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      środa, 22 września 2010 12:57
    • Odpowiednie dać rzeczy słowo

      Krzysztof Skorupski: - Jeśli próbujesz oszukać konia, to wyglądasz przed nim jak małe dziecko, które bardzo nieporadnie próbuje okłamać swojego rodzica.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      środa, 22 września 2010 11:26