Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • poniedziałek, 11 lipca 2011
    • Koniom traktowanie po ludzku nie w smak

      Konie są - i na przestrzeni wieków były - dla ludzi zdecydowanych. Rzymski legionista, tak samo jak wojownik Atylli,  miał gdzieś niuanse końskiej psychiki. On chciał przeżyć. To koń musiał podporządkować się jego  potrzebom, czuć jego psychikę. Do tego niepotrzebne było studiowanie, żadna specjalna wiedza. Rękę do koni miały niepiśmienne pastuchy. Za ich wybitnych znawców uchodzili Cyganie, został po tym ślad w postaci słynnej „cygańskiej wodzy”. Przez wieki w obsłudze konia dominowała siła i wymuszanie posłuszeństwa. Tylko reprezentanci wąskich elit (np. Ksenofont) szukali innej drogi porozumienia. Ale ich wpływ na traktowanie koni był praktycznie żaden.  W Polsce, w czasach PRL , występował też typ twardego masztalerza stosującego „metodę wiadra i wideł”, którą tak wykładano: Po co widły? Jak koń się stawia, to spuszczasz mu nimi łomot. A po co wiadro? Jak się już zmęczysz, to na nim siadasz. Nie był to jednak dominujący model traktowania koni. 

        

      Na masową skalę humanitarne szkolenie koni zaczął ruch jeździectwa naturalnego. Nie wziął się on jednak znikąd. Jego karierę umożliwił współczesny kontekst cywilizacyjny. Dzisiejszy  człowiek zaczyna pojmować, że zwierzę nie jest rzeczą. Większość koni ma swoich prywatnych właścicieli, którzy po ludzku je traktują i tak samo kochają. Zwyczajnie nie wiedzą, że konie nie odwzajemniają ich uczuć, że żyją w świecie, którym rządzi hierarchia i zdecydowanie, i w takim świecie czują się dopiero bezpiecznie.

      Z tej ludzkiej niewiedzy wynika masa problemów.

      I z niej bierze się sukces szkół naturalnych. Prości kowboje, dla których nie ma już starego zajęcia,  uczą ludzi rozumieć konie. Oni mają do czynienia z całymi stadami więc swoje metody po wielokroć testują na różnych osobnikach. Ich uczniowie mają tego jedynego, ukochanego i dla nich najważniejsze nawiązanie z nim indywidualnego kontaktu.  Ta nauka nie będzie miała końca, bo koni w prywatnych rękach będzie przybywać, a trenerem nie zostaje się po dogadaniu się z jednym osobnikiem, choć każdy uczeń za takiego chciałby, przynajmniej  w swoim gronie, uchodzić. 

      To syndrom naszych czasów. Każdy chce być ekspertem, najlepszym przyjacielem i znawcą duszy swojego psa, kota, boa dusiciela, papugi czy tchórzofretki. Naturalne, że koni też. I ma do tego prawo.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Koniom traktowanie po ludzku nie w smak”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2011 16:49