Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • niedziela, 12 maja 2013
  • niedziela, 05 maja 2013
  • sobota, 04 maja 2013
    • Drugi dzień Rivera 222

      Trochę na początku uciekał a Regata straszyła zębami i kopytami. Cierpliwie przekonywałem ją, że mam przyjazne zamiary. Jak ona uwierzyła, to River także się uspokoił. Mogłem go przytrzymać, wziąć nogi, pouginać szyję, założyć kantarek. Ale w tej sesji nie obyło się bez szarpania. A to silny ogierek.

      Spokojny to był on tylko w pozycji leżącej. Dobrze zakodował wczorajsze moje z Ewą działania na jego ciele.

      Praca na czterech nogach, to już dla niego zupełnie inna sytuacja. Robota jakby od nowa.

      Skonsultowałem się z Viki Pietkiewicz. Powiedziała, że wszystko przebiega normalnie i podpowiedziała co robić dalej. Ona ma ogromne doświadczenie praktyczne, ja eksperymentuję z pierwszym źrebakiem. To duża odpowiedzialność.

      Kiedy zajrzałem do niego wieczorem, był zupełnie innym koniem niż w południe. Ufnie podchodził i spokojnie stał obok.

      Teraz wiem dlaczego Viki tak kocha tę pracę.

      Nie przeszkadzamy, mleko mamy przede wszystkim

      Najbezpieczniejsza ścieżka ucieczki pod brzuchem mamy

       River po wczorajszym imprintingu w pozycji leżącej czuje się bardzo bezpieczny

       

      Trochę trwało zanim matka i dziecko mi zaufali

      Ogierek podawał niektóre nogi jak stary koń cyrkowy...

      ...uginał głowę na boki...

      ... dał sobie założyć kantarek...

       

      ... zrobić portret rodzinny.

       

      Na koniec najlepsza nagroda.

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      sobota, 04 maja 2013 21:53
  • piątek, 03 maja 2013
    • River znad Oder

      Urodził się w 222 rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja z matki Regaty, ojca Proma, w stajence nad Odrą, w miejscowości Wały pod Brzegiem Dolnym.

      - Nie może więc mieć innego imienia niż rzeczne  - zaproponowałem a Andrzej Rodziewicz wraz z żoną Renatą, córką Anulką i wnukiem Nikodemem zgodnie zaaprobowali pomysł. Znamy się wszyscy (no, oprócz  jedenastoletniego Nikodema) z czasów wrocławskiego AKJ. Łączy nas stara przyjaźń i wspólne przygody.

      Andrzej na emeryturze poszedł w hodowlę ślązaków. River to drugi jego przychówek.  Zadzwonił gdy jedliśmy z Ewą śniadanie. Nie wahaliśmy się ani chwili: - Jedziemy go zaimprintingować.

      Obejrzeliśmy masę filmów na ten temat, Ewa przeszkoliła się u Wiktorii Pietkiewicz, czołowej polskiej trenerki źrebaków, ale sami nigdy nowo narodzonego konięcia nie socjalizowaliśmy. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, mały był już 11 godzin na świecie, a imprinting najlepiej przeprowadzać w pierwszej godzinie życia. Jest najbardziej wtedy skuteczna, łatwiej malucha wyginać, mniej siły trzeba użyć, żeby go przytrzymać. Te kilka godzin życia daje błyskawiczny wzrost mocy.

      Zrobiliśmy co należy, czyli ogłaskaliśmy, opukaliśmy, wyeliminowaliśmy odruchy przeciwstawiania się i poskromiliśmy instynkt ucieczki.

      Teraz jeszcze parę lekcji wychowawczych z Riverem i przyjdzie nam czekać na efekty.

      Modelowanie Rivera dla lepszej jego egzystencji we współczesnej cywilizacji

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      piątek, 03 maja 2013 20:41