Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • piątek, 27 maja 2011
  • czwartek, 26 maja 2011
  • wtorek, 24 maja 2011
    • Paszoł Nikita pod siodło

      U Darka Wróbla w Hrabstwie Rakowo pod Poznaniem stoi Nikita (qh), syn Suzi. Tenże osobnik skończył dwa lata i wybiła jego siodlana godzina. Szukałem takiego konia, bo bardzo chciałem przetrenować metodę zajeżdżania Rexa Petersona, który pracuje dla Hollywood i trenował m.in. konie do filmu ”Hidalgo”. Rex zaintrygował mnie swoimi osiągnięciami. Przestudiowałem jego metodę. Zweryfikowałem ją w praktyce. Na Nikicie poszło jak z instrukcji. Ale jeden egzemplarz dla badacza nic nie znaczy, choć efekty roboty z nim nadzieje wzbudzają  ogromne.

      Po trzech godzinach zupełnie surowy i wrażliwy koń był pod siodłem i spokojnie przyjmował ciężar jeźdźca.

      Opracowywanie strategii na Nikitę. Rok 2009. Jeszcze przed jego narodzinami. Darek Wróbel konsultuje się z przez telefon z Wielką Niewiadomą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2011 17:42
    • Dwaj ludzie z kamerą

      Śniło mi się połczyńskie stado. Zapaliłem Andrzeja Baworowskiego, mojego przyjaciela jeszcze ze studiów, żeby skręcić film. Spędziliśmy dwadzieścia cztery godziny z kamerą wśród koni. Walki ogierów ustały, choć do stada znowu dołączyło kilku uciekinierów z męskich koszar . Teraz grup haremowych było chyba szesnaście. Plus dwóch kawalerów przy stadzie Herkulesa. Haremy starych ogierów,  już spokojnych o swój stan posiadania, nawet wzajemnie się przenikały. Tylko te ogiery, którym udało się po raz pierwszy wywalczyć  klacze, z reguły po dwie, pasły się wraz z nimi daleko od centrum stada. One zazdrośnie strzegły swego stanu posiadania.

      Spaliśmy przy ognisku w pełni księżyca, parzyliśmy kowbojską kawę, Kanada była w nas.

      Jeszcze kilka razy tam wrócimy, żeby mieć materiał filmowy z całego roku.

      Kawałek tego co skręciliśmy pokażę w Zbrosławicach na ”Myśląc o koniu” i opowiem o swoich obserwacjach z zachowań naturalnych. 

       

      Świat wolnych koni zauroczył Andrzeja. Za nim dwaj kawalerowie. Nie udało się im stworzyć własnych stad. Silny Kary II to mocno przeżywa. Mały Srokacz zmierzył siły na zamiary i najwyraźniej pogodził sie z takim stanem rzeczy.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2011 17:30
    • W miłości nie ma przebacz

       

      U Marka Serafina pod Połczynem trafiłem na walki ogierów. Marek zostawił pośród ponad stu klaczy cztery czołowe, a resztę oddzielił od stada głównego. Przez dwa tygodnie trzymano je w oddali, żeby zapomniały o dziewczynach. Gdy przed wieczorem odnaleźliśmy je w terenie, było tam już osiem ogierów, gdyż co sprytniejsze odnalazły stado. Trwała ostra walka o haremy. Rwetes i zamieszanie, kwiki, pościgi, kopnięcia, ugryzienia. Na nas konie w ogóle nie zwracały uwagi. Szczególnie ostro walczył dosyć ciężki Kary z lżejszym, ale też mocnym Siwkiem. Ścigały się zajadle. Nie sposób było zawyrokować, który jest górą.  Aż  w końcu oddzieliły się od siebie wraz ze zdobytymi klaczami i zajęły dwa wzgórza. Ale emocje w nich były najwyraźniej tak silne, że nagle równocześnie ruszyły w swoją stronę. To był wspaniały widok. Zapomniałem o robieniu fot. Ciekaw byłem, który pierwszy wymięknie. Walnęły w siebie barkami tak, że we wspólnym objęciu  wyniosło je do góry. 

      Żaden nie ustąpił. Jeśli idzie o miłość, to nie ma przebacz.      

      Następnego dnia od wczesnego świtu obserwowałem stado. Przełaziłem kilometry głównie za haremem Gniadego. Tak bardzo nie chciało mi się wracać do miasta. Pojąłem dobitnie tych dla mnie dotychczas wariatów, którzy godzinami leżą bez ruchu w krzakach, żeby podglądać ptasie zwyczaje        

      Teraz Siwy goni Karego, przed chwilą było odwrotnie

      Siwy wraca do swojego haremu

      Kary przed kąpielą...

      ... i w jej trakcie

      Marley (na pierwszym planie) podczas sjesty ze swoją ekipą

      Stado Gniadego...

      ...i bardzo zadowolony z siebie Gniady

      Przy mamie jest bezpiecznie...

        

      ...ale przy tacie też

      Od takich obrazków nie można oczu oderwać

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2011 17:24
    • Konie i okonie

      Asystowałem Andrzejowi Makacewiczowi na jego kursie Jeździectwa Naturalnego Bez Tajemnic w stajni Popisowo pod Olsztynem. Mieszkaliśmy fantastycznie, w drewnianym domu nad jeziorem. Żywiliśmy się rybami z tamtejszych jezior (pierwsze miejsce dla okoni) i były to prawdziwe uczty dla podniebień. Pogoda fantastyczna, okolica i ludzie również.

      Wiki Pietkiewicz pokazała efekty swojej imprintingowej pracy ze źrebakami. Duża rzecz. Jestem pod wrażeniem. A jeszcze tak niedawno o metodzie Roberta Millera tylko się czytało. Teraz z powodzeniem wprowadza się ją w Polsce. I Wiki jest jej prekursorką. Historia dzieje się wokół nas.

        

       Dziesięć Złotych Minut. Kontakt z koniem w boksie. Andrzej Makacewicz opanował tę sztukę do perfekcji.

      Ta niezależna, kabardyńska klacz jeszcze przed chwilą wspinała się i odmawiała współpracy z człowiekiem.

       

      Zdolna choć najmłodsza uczestniczka kursu

      Dom dla koniarzy ...

      ... i widok z jego tarasu  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2011 16:23
    • Szkolenia u Pana Smolenia

      Bohdan Smoleń mieszka pysznie w Baranówku pod Poznaniem a Joanna Kubisa prowadzi w jego fundacji  Stworzenia Pana Smolenia zajęcia konne z młodzieżą i hipoterapię. Na ich zaproszenie  wraz z Damianem Pajączkiem propagowaliśmy w Baranówku metody naturalne. Czerpiąc z doświadczeń wielu szkół naturalnych, klasyki i westernu oraz własnych przygotowaliśmy program na potrzeby profesjonalnej rekreacji pod nazwą Naturalna Rewolucja Jeździecka.

      Damian na stałe mieszka w Kolonii, więc przyjazd do Polski to dla  niego dosyć daleka wyprawa. Ja dotychczas na sesje z końmi poświęcałem weekendy, ale to były indywidualne zajęcia. Grupa wymaga innego rodzaju metodyki i programu. Na szczęście był to długi weekend majowy.

       Praca na wolności. Damar na łące Bohdana Smolenia.

      Praca na wolności. Damar na łące Bohdana Smolenia. 

      Tuz przed wykładem. Ten drugi to Damian Pajączek.

      Gospodarz stadniny. Bohdan Smoleń.

      Damian instruuje

       

      Pilna studentka Magda

       

      Wykład na trawie

      Joanna i jej stworzenia

      Foto: Jacek Kubisa, Ewa Załęska

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2011 12:55
  • poniedziałek, 23 maja 2011
    • Tango i Pokój

      Spodobał mi się już przy pierwszym poznaniu, jeszcze zimą. Niezwykle mocny quater. Chciałem, żeby był ojcem przyszłego dziecka Beauty. Nie będzie, bo jego właściciel, Jurek Pokój, kazał obciąć mu jaja. Za to, że chciał mu odgryźć nogę. Podczas treningu cuttingowego koń odmówił wykonania zadania. Trzeba znać Jurka, żeby wiedzieć jak bardzo nie lubi takich sytuacji. Ale  trafił Pokój na wojnę. Tango złapał go za but i cisnął o ziemię.

      -  Zrób coś  z nim - powiedział mi Pokój.

      - Ale co? - zapytałem.

      - A skąd ja mam wiedzieć? - odparował.

      Zacząłem na round penie od join up. Tango nie chciał się łączyć z nikim na świecie. Odebrałem mu jedną nogę. Radził sobie na trzech, jakby taki się urodził. Zero kontaktu. Zmieniłem metodę. Wziąłem go na linkę na większej arenie. Poprosiłem żeby się cofnął. Stanął dęba, stulił uszy i próbował runąć na mnie z góry. Powinien nazywać się Tiger. Jak puściłem go wolno i zacząłem zabierać przestrzeń, z odległości trzydziestu metrów, w pełnym galopie, przyjął azymut wprost na mnie. Nie po raz pierwszy koń mnie tak straszył, ale po raz pierwszy widziałem taką determinację.  Powinienem był uciekać, ale stało się coś, czego nigdy w  życiu wcześniej doświadczyłem. Taka biała plama w czasie i przestrzeni. Pamiętam swój ruch w stronę konia i przez ułamek sekundy zero emocji. Coś takiego chyba mogą czuć żołnierze w akcji, albo spadochroniarze w chwili skoku.

      Tango tuż przede mną uskoczył w bok.

      Potem było już tylko lepiej. W końcu zupełnie wolny podszedł do mnie i cofnął się na żądanie.

      Jurek mówi, że teraz jest super. Ale czy dlatego, że ja z nim pracowałem, czy też dlatego, iż pojął, że z Pokojem nie ma żartów i przy kolejnym nieposłuszeństwie każe mu znowu coś obciąć, tego nie wiem.  

       

      Szeryf Pokój na koledze Tanga. Ten też był ziółko, ale kudy mu do Tanga.       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 maja 2011 13:58