Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • wtorek, 24 kwietnia 2012
  • sobota, 21 kwietnia 2012
    • I o to nam szło, panie Sang Jang

       

      Tomek Świątek zszedł z Sang Janga, wyciągnął rękę i powiedział: - Gratuluję, zrobiłeś kawał porządnej roboty z tym koniem.

      Mocna rzecz, takie słowa od doświadczonego wyścigowca. Nie dla grzecznościowego rewanżu, ale dla oddania całej prawdy, powiem jednak, że Sang Jang to wspólne nasze dzieło, jeszcze nie skończone. I Tomka, który go dzielnie teraz dosiada, i Roberta, który nie odesłał go do domu, dał mu szansę i będzie go trenował na rączego ścigacza, i tych jeźdźców, którzy będą na nim w przyszłości startować.

      Pierwszy kłus bez trzymania na lince zrobił koncertowo. Teraz przez dwa tygodnie będzie w towarzystwie spokojnego kolegi powtarzał to ćwiczenie na orbicie. Po dwóch tygodniach pojedzie galopem. Potem, jak wszystko będzie OK, w co wierzymy, wyjdzie na tor.

      O każdym nowym jego zadaniu będę niezwłocznie informować.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      sobota, 21 kwietnia 2012 12:33
  • środa, 18 kwietnia 2012
    • Sang Jang na orbicie

      Na filmie Sang Jang to ten ostatni, bo ostatni będą pierwszymi. 

       

      Przez ponad dwa tygodnie nie byłem u mojego ucznia, ale on w tym czasie też niewiele robił. Przez tydzień był wyłączony z prób pod siodłem, bo się zapoprężył. Wczoraj i przedwczoraj Tomek Świątek dosiadał go na stajennym korytarzu. Dzisiaj Sang Jang po raz pierwszy wyszedł z grupą koni na tzw. orbitę, czyli drogę treningową wokół partynickich stajni. Na razie tylko stęp i kłus. Trener Robert Świątek asekurował brata trzymając Sang Janga na lince. Nie było żadnych problemów. Koń przez moment, przy zakłusowaniu, bronił się tylko przed zbyt mocnym działaniem Tomkowego wędzidła i rzucił trzy razy głową. Potem poszło jak po maśle. Jutro i pojutrze czeka go powtórka tego samego. W piątek ma pójść już tylko pod jeźdźcem, bez asekuracji drugiej osoby. Będę to oczywiście obserwował i filmował.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      środa, 18 kwietnia 2012 13:47
  • poniedziałek, 02 kwietnia 2012
    • Sang Jang. Pożegnanie z diabłem

       

      Przez dwa miesiące pracowałem z tym bardzo trudnym koniem. Polubiłem go i będę kibicował jego karierze. Osiągnęliśmy taki efekt, że koń, który jeszcze niedawno chciał zabić siebie, jeźdźca i prowadzącego go na lince człowieka spokojnie w tej konfiguracji kłusuje, co widać na otwierającym ten wpis filmie. Jestem zadowolony z tej roboty. Trener Robert Świątek też. Teraz chodzi o to, żeby zaufanie jakie udało się w nim zbudować, nie poszło w eter. Ale to bardzo trudne. Sang Jang wejdzie lada moment w reżim treningu wyścigowego, który będzie go podnosił, kondensował w nim energię. A w przypadku tego konia wzrost energii jest wprost proporcjonalny do jego nieobliczalności. Trener Robert Świątek staje więc przed nie lada wyzwaniem. Musi pogodzić ogień z wodą. Gdyby Sang Jang miał pójść teraz do indywidualnej pracy, byłby przygotowywany do - na razie - nie sportowego  użytkowania, byłbym o niego spokojny. To inteligentne, aczkolwiek charakterne zwierzę. Uczy się szybko. Za jego gwałtowne zachowania odpowiadają głównie  gorąca krew i geny. Ale cierpliwa praca przynosi owoce. Istotny szczegół - na początku roboty Sang Jang nie to, że nie dawał się dotknąć za uszami, on nie pozwalał w ogóle trzymać ręki nad swoją głową. Teraz proszę zwrócić uwagę w jaki sposób Tomek Świątek z niego zsiada, jak trzyma rękę tuż za potylicą konia (zobacz film). 

      Trener i jego ekipa to zawodowcy, praca z nimi była dla mnie przyjemnością i wiele mnie nauczyła, wiem, że poprowadzą Sang Janga z wyczuciem i zrobią wszystko, żeby był dobrym koniem wyścigowym. Jednak trzeba pamiętać, iż to szczególny egzemplarz. Podobny przypadek trener Świątek miał sześć lat temu. A trzy lata temu miał półkrewka, który w treningu dał się ułożyć, natomiast na torze był nie do opanowania. Kiedy dwa razy przewrócił się na gonitwie został odesłany do domu. Sang Jangowi życzymy jak najlepiej, ale ważniejsi od niego są ludzie, którzy muszą być na nim bezpieczni.

      Trzymam rękę na pulsie: będę go obserwował i pisał o nim.

      Chcę we wrześniu, na jego debiucie, zarobić bardzo dobre pieniądze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Sang Jang. Pożegnanie z diabłem”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 kwietnia 2012 14:11