Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • poniedziałek, 27 lutego 2012
    • Czas relaksu

      Przez kilka dni nie pojadą do Sang Janga. Dam mu czas na przemyślenie tego, co się ostatnio wydarzyło pomiędzy nim a człowiekiem. Takie  przerwy zwykle bardzo dobrze robią i koniom, i ludziom. Z dystansu lepiej widać. Mam nadzieję zastać Sang Janga spokojniejszego i bardziej ufnego.

      Powoli przymierzam się do wakacji. Mam plan, żeby pojechać rajdem spod Szczecina do Karpna na Pojezierzu Drawskim, gdzie pomiędzy11 a 18 sierpnia będzie obóz JNBT. Po ubiegłorocznym, pierwszym tego rodzaju obozie,  mam bardzo dobre wspomnienia.   Andrzej Makacewicz prowadził w Karpnie L1. Był bardzo kontent. Całym teamem mieszkaliśmy tam, gdy organizowaliśmy naszą wewnętrzną sesję z dzikimi końmi. Było extra.

      Ja znam te tereny doskonale. Przez dwadzieścia lat nieopodal Czaplinka jeździłem konno, trzymałem - z przerwami - moje konie. Mogę powiedzieć, że wierzchem zjechałem prawie całą Polskę i z całą odpowiedzialnością rekomendować tamtejsze tereny jako jedne z najlepszych do konnej włóczęgi.

      Ewa Murach z Karpna przesłała mi link. Sami zobaczcie jak tam jest.  
      http://www.facebook.com/media/set/?set=a.334501153259667.78756.170734512969666&type=1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Czas relaksu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 lutego 2012 12:35
  • sobota, 25 lutego 2012
    • Sztuka pokonywania strachu

      Pracowałem z dzikimi końmi, ale nawet tam takiej reakcji na folię nie widziałem. Ledwie ją rozpostarłem a Sang Jang  wpadł w taką panikę, że był gotów zabić się o ściany round pennu. To nie metafora, tak dosłownie było. Trener Swiątek aż  zamarł. Nie pstryknął więc ani jednej fotki z paniki konia, choć tym razem karta była w aparacie. Ale co mu się dziwić. Facet przez lata na wyścigach niejedno widział. Miał takiego konia, który po dosiądnięciu go przez Tomka ruszył pełnym galopem prosto na stajnię. I normalnie walnął łbem w ścianę. Zamurowało go  (nomen omen) na chwilę na tyle, że Tomek mógł spokojnie zsiąść. Nie dało się na nim jeździć. Został odesłany do stadniny. Tam też nikt go nie ujarzmił.

      Szybko zwinąłem folię. Strach Sang Janga potęgowany był przez niemiłosierny dzisiaj wiatr. Zabawa z wchodzeniem na folię to znakomite ćwiczenie dominacyjne,  odczulające, budujące zaufanie konia do człowieka i uczące zwierzę odwagi . Folia jest nienaturalnie szeleszczącym, nieznanym w przyrodzie podłożem. Dla konia stanąć na niej, to jak dla człowieka wejść na linę rozciągnięta pomiędzy dwoma drapaczami chmur. Trzeba zaufać temu, kto nas prowadzi i instruuje, i zdobyć się na niesamowitą odwagę. Do ćwiczenia nawet nie podeszliśmy, ale Sang Jang organoleptycznie zapoznał się z folią, choć bardzo mocno zwiniętą. On doskonale wiedział, bo widział, jak ten skurczony do małych rozmiarów potwór może się rozwinąć. Podejście i dotknięcie go pyskiem było już z jego strony aktem ogromnej odwagi.

      Odwaga to nie brawura, to sztuka pokonywania strachu.

      Początek był sielankowy

      Jak ja zwijałem folię, to trener zaczał pstrykać foty...

      ...a Sang Jang wracał do siebie z dalekiej szalonej podróży

      Z daleka przyglądał się temu, co chciało go przed chwilą pochłonąć 

      Z czasem ciekawośc zaczęła brać górę

      Aż w końcu dotknął potwora...

      ...i pozwolił, żeby potwór dotknął jego, co było dużo trudniejsze. Ale zrobił to!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lutego 2012 18:24
  • piątek, 24 lutego 2012
    • Mamy go!

      Gdyby dzisiaj mnie ktoś zapytał co dalej z Sang Jangiem odpowiedziałbym bez wahania: będzie w tym sezonie galopował pod siodłem jak przystało na konia wyścigowego. 

      Aż miło patrzeć jak się otwiera, jak z dnia na dzień rośnie jego zaufanie, jak coraz szybciej radzi sobie z  coraz trudniejszymi zadaniami, jak robi się coraz bardziej przewidywalny. To w pracy z końmi, szczególnie tymi specjalnie trudnymi, jest najpiękniejsze.  

      Tomek Świątek chciał już dzisiaj dosiadać Sang Janga na round pennie, ale ani ja, ani jego brat Robert, nie wyraziliśmy entuzjazmu dla tego pomysłu. Za wcześnie. Sang Jang wprawdzie od wczoraj jest jeszcze bardziej ufny, ale gdy się podniesie energię własną, w odpowiedzi jego energia błyskawicznie skacze ze zwielokrotnioną siłą. Dzisiaj podrygiwałem wokół niego. Najpierw fukał i uciekał, ale stosunkowo szybko zaakceptował moje dziwne zachowanie. Mogłem po pewnym czasie swobodnie podskakiwać przy nim trzymając go za kłąb. To przygotowanie do wsiadania.

      Wiało dosyć mocno, ale zdecydowałem się, zamiast Tomka, posadzić na Sang Jangu balon. Patent jest prosty, używam bambusowej tyczki, na końcu której mocuję balon, albo kilka, tudzież piłkę. Najpierw odczulam konia na to co na końcu tyczki, czyli przekonuję, że to nic groźnego. Sang Jang charakteryzuję się gwałtownością reakcji. Na początku reagował agresywnymi kopnięciami przednimi nogami. To bardzo niebezpieczne dla będącego w pobliżu człowieka. Uderzenia są niezwykle szybkie.

      Finał był taki, że koń pojął, ze to żaden drapieżnik i przyjął na grzbiet furkoczący na wietrze balon, który udawał jeźdźca.

      Bardzo udana sesja. Sang Jang wrócił rozluźniony do boksu. Ale to wszystko dobre, co się wydarzyło, nie znaczy, ze jeszcze nie będzie pod górkę. Będzie, ale widać, że warto maszerować.  

       

      Fotek nie ma, bo trener pstrykał i cieszył się z ładnych ujęć, ale ja zapomniałem, że wczoraj wyjąłem kartę z aparatu.     

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      piątek, 24 lutego 2012 14:05
  • czwartek, 23 lutego 2012
    • Sang Jang coraz dalej od talerza

      Wiało dzisiaj niemiłosiernie. Taka pogoda zawsze pobudza konie. Nie inaczej podziałała na Sang Janga. Wyszedłszy na zewnątrz przez moment próbował się upierać - łypiąc na mnie bardzo złym okiem - przy swoim scenariuszu dnia, który najwyraźniej nie uwzględniał sesji. Ale wystarczyła lekka perswazja, żeby odpuścił. Pracowaliśmy na średniej energii. Widać, że koń zaczął mi ufać. Parę dni temu był gotów się zabić, gdy przekładałem linkę przez jego kłodę. Dzisiaj reagował spokojnie.

      Po skończonej pracy nie opuszczał mnie. Szukał bliższego kontaktu.

      Wczoraj, po sprowadzeniu go za karuzeli, brat trenera, Tomek Świątek dosiadł go w boksie. Był zbudowany, bo koń go przyjął. Uciekł dopiero wtedy, gdy - trzymając się krat - stanął na nim. To było o krok za daleko. Tomek obserwuje w nim ogromne zmiany, Sang Jang nie ucieka w boksie, ma więcej zaufania.

      Znikają jego powodowane rozpaczą agresywne zachowania. On reaguje tak jak Australian Cattle Dog w sytuacji bez wyjścia. Matki tych psów kodują im takie reakcje. Gnębią sikające pod  siebie z przerażenia szczenię do momentu, aż się odgryzie. Wtedy mu odpuszczają. Sang Jang nie miał oczywiście takiej szkoły, ale swój charakter  ma.

      Trener Robert Świątek też się z nim dzisiaj trochę pobawił: - Wszyscy mnie pytają czy to, co z nim robisz, działa. Odpowiadam zgodnie z prawdą, działa.

      Zgodnie uznaliśmy, że Sang Jang chyba jednak nie chce, żebyśmy go zjedli.

      Ale: nie chwal konia przed końcem podróży.

      Sang Jang kończył sesję w przyjaźni

      Pozwolił przekładać linę przez kłodę

       

       

      Tolerował zamykanie kłody

      Polubił łopocząca na wietrze czerwień chusty

      Aż trener Robert Świątek osobiście mu gratulował

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lutego 2012 14:03
  • środa, 22 lutego 2012
    • Trener o Sang Jangu

      Dzisiaj nie byłem u niego. Uzgodniliśmy z  jego trenerem Robertem  Świątkiem, ze pójdzie pod siodłem do karuzeli. Umówiliśmy się też, że trener będzie relacjonował swoje obserwacje tego konia.

      Robert Świątek: - Duża zmiana. W boksie nie próbował uciekać, od razu do mnie przyszedł. Siodłanie bez problemu. Do karuzeli szedł wyluzowany,  a nie jak wcześniej przygarbiony, jakby go siodło uwierało. Poprzednim razem też nie  było źle, ale jak zobaczył konie to zaczął dublować (w języku wyścigowców: odbijać się z czterech nóg - przyp. JS). Teraz nie miał na to pomysłu ani w stępie, ani w kłusie.

      Nie można powiedzieć, żebyśmy na nim jeździli, bo to była walka. Pakował się  jak oszalały z jeźdźcem na człowieka, który trzymał go na lince.

      Efekty pracy z nim są więc bardzo widoczne.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      środa, 22 lutego 2012 10:50
  • wtorek, 21 lutego 2012
    • Cudowna przemiana

      Po raz pierwszy Sang Jang podszedł do mnie w boksie tak, jakbyśmy byli trochę zakumplowani. Nie, nie rzucił mi się w objęcia, ale po chwili wahania zbliżył się, odsunął, znowu podszedł  i czekał, aż założę halter. Na round penn szedł spokojnie jak nigdy. Parę razy zawahał się w miejscach,  w których podłoże zmieniało się z twardego w błotniste, lub z pokrytego lodem na szutrowe, ale po delikatnej perswazji ruszał dalej. Mimo koni na padoku i przejeżdżających obok wyścigowców skoncentrowany był na mnie. Na polecenia reagował natychmiast i bez oporu. Poruszał się przy tym z gracją ujeżdżeniowca. No, słowem sielanka. Ale szczęście nie trwa wiecznie. Gdy przerzuciłem przez niego sznurek bata, zareagował jakby to wąż był. A przecież na poprzednich treningach dawał się nim otrzaskać z każdej strony. Trochę więc trwało, zanim nie wróciłem do zaczątków poprzedniego stanu rzeczy. Jak znowu zaakceptował sznurek, skończyłem sesję. Tym razem nie wyskoczył jak oparzony z round pennu, ale wyszedł z niego rozluźniony jak człowiek po masażu.

      Jest OK., ale to nie znaczy koniec problemów. Będzie jeszcze bardzo pod górkę. Trener Robert Świątek wiedział, kogo poleca.

       

         

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lutego 2012 13:55
  • poniedziałek, 20 lutego 2012
    • Próba wyjścia z okrążenia

      Nie byłem przez  tydzień u Sang Janga i zaskoczyła mnie zmiana jego fizyczności. Wydał mi się bardziej męski i harmonijny. Ale w tak szybkim czasie koń by się zmienił? Trener Robert Świątek potwierdził. Tak się z nim dzieje. Imponujące. Przez tydzień Sang Jang chodził na karuzeli, cztery, pięć godzin dziennie. Pod siodłem. Już nie próbował się go pozbyć. Zaakceptował uderzenia strzemion, które wcześniej wprawiały go w rozpacz pomieszaną z wściekłością. Planowałem nowe z nim zabawy, ale już boksie zobaczyłem, że nie będzie sielanki.

      Nie pomyliłem się. Na round pennie Sang Jang zanegował wszystkie nasze dotychczasowe ustalenia. Znowu był dzikim koniem, który ma gdzieś towarzystwo człowieka. Po dramatycznych próbach uwolnienia się z spod ludzkiego panowania poddał się. Taki regres jeszcze się powtórzy, ale następnym razem Sang Jang już tak daleko jak teraz, nie cofnie się. Postęp jest i postęp będzie.    

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 14:45
  • czwartek, 16 lutego 2012
    • Kim jest wałach?

      Relacje koń człowiek nie są prostym przeniesieniem relacji pomiędzy końmi ze stada, choćby z tego prostego powodu, że dzisiaj konie nie żyją w naturalnych tabunach. Rodzą się w stajniach, są segregowane wiekowo i płciowo, wychowywane na oddzielnych padokach, zawsze pośród nich kręci się  człowiek. Poza tym w warunkach udomowienia zdecydowana większość osobników płci męskiej  to wałachy. Jeśli osobniki homoseksualne występują w świecie koni w takim samym stopniu jak w ludzkiej populacji, to wałachów natura nie zna. We współczesnych warunkach bytowania koni ich własne  postrzeganie siebie może być więc bardzo różne. Pracując z końmi trzeba mieć na uwadze i ich indywidualne doświadczenia i naturalne instynkty.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 lutego 2012 18:26
  • środa, 15 lutego 2012
    • Nie każdy chce być szefem

      Nie każdy koń, który ma niedoświadczonego ludzkiego opiekuna,  pragnie natychmiast, dla własnego bezpieczeństwa, przejąć nad nim kontrolę. On częściej tego nie chce, bo nie czuje się na tyle silny, żeby być przywódcą. Sytuacja wpycha go w rolę, która go przerasta. Wtedy wpada w panikę: oto jestem sam zdany na siebie i co ja mam teraz zrobić? To wtedy konie nas nie zauważają i przerażone wyrywają się, żeby znaleźć bezpieczne miejsce przy kimś silnym.  

      Tylko część końskiej populacji przychodzi na świat z przekonaniem, że jej rolą jest panowanie nad innymi. Reszta zadowolona jest ze swojego miejsca w stadzie, bo odpowiada ono indywidualnym charakterom poszczególnych osobników.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      środa, 15 lutego 2012 12:18
  • wtorek, 14 lutego 2012