Dziennikarz i zaklinacze

Moje historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków i refleksje jeździeckie. Ku pożytkowi zainteresowanych. Jurek Sawka, koniarz i dziennikarz

Wpisy

  • wtorek, 31 stycznia 2012
  • poniedziałek, 30 stycznia 2012
    • W sprawie wyzwolenia lasu

      Dostałem już trochę listów dotyczących relacji jeźdźcy - leśnicy . Dziękuję i czekam na więcej. Najbardziej interesują mnie sprawy, które znalazły finał w sądzie. Na drugim miejscu są te, które skończyły się mandatem.

      Wielu z Was pisze, że gdy się z leśniczym ułożyć, to wszystko może być OK. Uważam, że z leśnikami trzeba rozmawiać, jak z każdym zresztą,  kulturalnie. Absolutnie jestem przeciw chamstwu tych na koniach. Ale w całej tej historii idzie o to, żebyśmy nie byli petentami uzależnionymi od czyjejkolwiek łaski. Chodzi o należne jeźdźcom prawa. I o nie trzeba walczyć.   

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2012 15:50
  • niedziela, 29 stycznia 2012
  • piątek, 27 stycznia 2012
  • czwartek, 26 stycznia 2012
    • Wszystkie lasy są nasze

      Komentarze na blogu (dziękuję za nie bardzo) przypomniały mi, że jeżeli chcemy jeździć konno leśnymi duktami w dowolnym kierunku świata, jeśli chcemy na naszym wierzchowcu zagłębić się w leśne ostępy i przedzierać  się pomiędzy drzewami,  to trzeba rozpocząć walkę o odzyskanie lasów od leśników.

      Kto nie miał do czynienia z leśnikami, którzy próbują karać jeźdźców za jazdę po tzw. leśnych drogach? Chyba zdecydowana większość z tych, co uprawia jazdę w terenie. Leśnicy twierdzą, że konie niszczą ich drogi w ich lasach, a także runo. Są to tak samo  idiotyczne jak nieprawdziwe argumenty. Po pierwsze ani drogi, ani lasy nie są ich, lecz nasze. Po drugie nic bardziej nie niszczy dróg w lesie, jak ciężki sprzęt używany do wywozu i wycinania drzew. Jeden przejazd takiego pojazdu jest wielokroć szkodliwszy dla drogi od  galopu dziesiątków koni. Po trzecie trzeba by z lasu wyrugować dziki, bo ich zwyczaj nieustannego rycia niszczy runo leśnie w stopniu, jakiego żaden koń nie jest w stanie nigdy osiągnąć.

      Leśnicy zostali przez społeczeństwo wynajęci do pilnowania naszego wspólnego dobra. Problem w tym, że nie wiedzieć czemu uznali się za właścicieli tego, co mają pilnować. A szczególnie restrykcyjnie  zaczęli traktować tych swoich mocodawców, którzy jeżdżą konno. Do lasu może wjechać każda maszyna, może wejść pieszy, ale koń tylko wtedy, gdy idzie po wyznaczonym szlaku. Dlaczego piesi całymi hordami mogą łazić gdzie chcą i w poszukiwaniu grzybów naruszać święte runo? Dlaczego samochody, że nie wspomnę o crossowych motocyklach i quadach, mogą przejeżdżać wszystkimi drogami a wierzchowce nie?

      Piszę tekst o niczym logicznie nieuzasadnionej dyskryminacji jeźdźców przez leśników. Wszystkich, którzy jej doświadczyli, zostali ukarani mandatami, spotykają się z szykanami ze strony służby leśnej proszę o krótkie opisanie swojego przypadku i wysłanie go na adres: jerzy.sawka@wrocław.agora.pl (albo umieszczenie na tym blogu w postaci  komentarza).

      To jest nasz las...

      ... i to jest nasz las...

      ...i jeszcze raz!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Wszystkie lasy są nasze”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 stycznia 2012 15:28
  • poniedziałek, 16 stycznia 2012
    • Polacy do polo!

      W 2017 roku Wrocław będzie gospodarzem Word Games, czyli  Igrzysk Sportów Nieolimpijskich. To impreza organizowana od 1981 zawsze w rok po Igrzyskach Olimpijskich. Jej celem jest promocja tych dyscyplin sportu, które na olimpiadach nie są rozgrywane, po to właśnie, żeby trafiły do programu igrzysk.  Ostatni raz polo na olimpiadzie było w roku 1936.

      Polo to dyscyplina niezwykle widowiskowa. Nie dziwię się Argentyńczycy tak kochają tę grę, bo niektóre rajdy jeźdźców na koniach można śmiało porównywać do słynnych piłkarskich rajdów Maradony i Messiego. Ponieważ MKOL ograniczył liczbę uczestników olimpiad do 10 tys. to nowym, czy starym - jak polo - sportom, bardzo trudno się przebić. Ale walczyć trzeba, a my Polacy, dzielni ptacy, możemy mieć w tej walce swój specjalny udział, jeśli spowodujemy, żeby na wrocławskich World Games spotkały się najlepsze zespoły świata.           

      Na 33 dyscypliny rozgrywane we Wrocławiu 28 wytypuje International World Games Associaton, a pięć zaproponuje Wrocław. Do końca marca maja być klepnięte. Dla miłośników polo to czas na ostre wsparcie tej idei. Zarówno w   
      International World Games Associaton jak i we Wrocławiu, bo to miasto z fantazją. Rozmawiałem już o tym z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem. Jest jak najbardziej otwarty na ten pomysł.

      Miasto zakłada, że na te igrzyska przyjedzie około pół miliona turystów. To jest coś. I ma co najmniej dwa miejsca, na których można by takie zawody rozegrać: tory wyścigów konnych Partynice i Pola Marsowe przy Stadionie Olimpijskim.

      Też grałem w polo , najpierw na rowerze...

       

      ... potem na ogierze

       

      Fotografie Macieja Świerczyńskiego

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 stycznia 2012 20:03
  • poniedziałek, 02 stycznia 2012
    • W czym tkwi siła Cavaliady?

      W latach 90., gdy jeszcze mieszkałem w Szczecinie a o metodach naturalnych nikt w Polsce nie słyszał i western kojarzył się tylko z filmem i amerykańskim rodeo, zawsze w grudniu zabierałem córkę i jechaliśmy do Poznania na halowe mistrzostwa Polski. To było święto krajowych koniarzy. Przyjeżdżali wszyscy. Pierwsza taka masowa  impreza, która integrowała środowisko.  Na niej startowały jeszcze konie o polskich rodowodach. Zamierzchłe czasy.

      Kiedy zaangażowałem się w metody naturalne i western nie miałem już czasu na Poznań.

      Dopiero, gdy w tym roku, Joanna Kubisa z Fundacji Stworzenia Pana Smolenia, poprosiła mnie o wsparcie programu fundacji na Cavaliadzie, pojawiła się okazja ponownej wizyty w Poznaniu. Pojechałem z Damarem, bo Ivory - najpierw po kolce a potem po zapaleniu żyły - była w fatalnej kondycji.

      Damar zagrał konia szeryfa. Joanna wyreżyserowała całą scenkę, w której podopieczni fundacji wcielają się w postaci z Dzikiego Zachodu i mają właściwe dla poetyki tego miejsca brawurowe przygody. Przez trzy dni wychodziliśmy zagrać ten sam numer. Było super. Występujące dzieciaki, o różnym stopniu niepełnosprawności, miały z tego frajdę nieziemską. Ja zresztą też. Oglądałem także pokazy innych: szkółek jeździeckich, naturalu, duetu kowboj-koń, tennessee walker horse, bryczek, ekipy kowbojskiej z psem, kowboja robiącego cuda z lassem. Jedne bardziej profesjonalne, inne więcej amatorskie. Ale podobały mi się wszystkie. W mniejszej hali Cavaliady było mniej publiczności niż w głównej, całkiem sporo wystawców i znakomity klimat dla pokazywania swoich koni i popisywania się ich umiejętnościami. Sam tego doświadczyłem, choć nie miałem specjalnego występu w programie, to jednak musiałem Damara, którego wziąłem prosto z łąk w zastępstwie chorej Ivory, odczulić na warunki panujące na hali: głośną muzykę, mnóstwo koni, bryczek, ludzi, świateł. W chwilowej przerwie wyprowadziłem  go więc na arenę i zacząłem oswajać z otoczeniem. Publiczności przybywało i z zainteresowaniem  przyglądała się temu co robiliśmy. To się czuło. Za swoją robotę dostaliśmy ciepłe i życzliwe brawa.

      Cavaliada ma więc dobry klimat i daje szansę rodzimym miłośnikom koni na zaprezentowanie siebie i swoich osiągnięć. Przed laty, gdy pod egidą mojej redakcji robiłem amatorskie wyścigi konne na lotnisku Dąbie w Szczecinie, to przyjeżdżali na nie nawet jeźdźcy spod Opola, żeby się zmierzyć w dyscyplinie, w której gdzie indziej nie mieli szans wystartować. A pewien człowiek spod Kołobrzegu przyjechał z kilkoma końmi. Zapytałem go dlaczego ich tyle przywiózł? - Jak to dlaczego? - szczerze się zdziwił. - Jak się ma, proszę pana, dobre konie, to trzeba je pokazać! - uświadomił mnie.

      I w tym pokazywaniu dobrych koni przez różnych koniarzy, nie tylko tych z ekstraklasy, tkwi największa siła Cavaliady.           

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      dziennikarzizaklinacze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 stycznia 2012 17:56