Historie o koniach, naturalnych metodach ich szkolenia, opisy ciekawych przypadków, refleksje jeździeckie Jerzego Sawki, koniarza od zawsze, redaktora naczelnego Gazety Wyborczej we Wrocławiu
Wpisy
To koń z zupełnie innej bajki co Sang Jang. On chce się bratać z ludźmi, ale to nie żadne ciepłe kluchy. To potężny i piękny ogier arabski. Świadomy swojej urody i dumnie ja prezentujący. Skory do zabawy i wygłupów, ale gdy trzeba flegmatyczny jak angielski lord. Praca z nim to prawdziwa przyjemność, a po robocie z Sang Jangiem to wręcz sielanka. Nie miałem specjalnie czasu na układanie go. Odwiedziłem Księcia po zimowej przerwie i wystarczyło kilka krótkich sesji w ciągu dwóch niespełna dni, żeby w lot pojął sygnały do kładzenia się. Na razie wykorzystuje tę umiejętność do tarzania się, ale jest kwestią chwili, żeby na zawołanie spokojnie polegiwał.
Tylko czasu, niestety, czasu brakuje. Mało mnie pociesza, że to nie tylko mój problem.
Pierwszy galop Sang Janga komentuje trener folblutów Robert Świątek
Poszło jak z płatka. Po przekłusowaniu całego toru Sang Jang przegalopował swoje pierwsze200 metrówpod jeźdźcem, Tomkiem Swiątkiem. Wprawdzie byliśmy przekonani, że będzie dobrze, ale zawsze zostaje ten mały procent niepewności. Teraz co dnia dystans galopu Sang Janga będzie się zwiększał o kolejne200 metrów, aż przegalopuje pełny tor. Potem zacznie wzrastać tempo. Na tym - bardzo z grubsza - polega trening wyścigowy.
Sang Jang jest w rękach fachowców, którzy go szanują. Będę co jakiś czas przyjeżdżał na tor, żeby zobaczyć jego postępy. Koń pod siodłem wygląda świetnie, jego urodziwa głowa rzuca się w oczy. Nadal jest tym dumnym młodym ogierem, ale już nie jest folblutem, który nienawidzi jeźdźców.
I tak, mam nadzieję, będzie już zawsze.

Sang Jang (z lewej) pod Tomkiem Świątkiem i jego przewodnik Tamerlan pod Kamilą Sławińską